Ciężko powiedzieć od czego chciałbym zacząć tą recenzję, a na czym chciałbym zakończyć. Recenzja The Last Of Us Part 1 to nie tylko recenzja samej gry, ale też podsumowanie całej biblioteki gier od Sony jakie ukazały się na PC do tej pory. Dlatego też, cała recenzja może wyglądać na mało spójną.
Dlaczego tak późno recenzja
Zacznę może od tego, dlaczego tak późno recenzja skoro gra miała swoją premierę na komputerach 28 marca tego roku. To prawie 6 miesięcy temu. Powodów jest kilka, przede wszystkim błędy, które uniemożliwiały mi normalną rozgrywkę, jednocześnie skutecznie zniechęcając mnie do kontynuowania gry. TLOU Part 1 to kolejny przykład, w jakim obecnie stanie firmy wypuszczają gry. Pomijam już wymagania z kosmosu. Jednak ciągłe wieszanie się gry i wywalanie do pulpitu podczas próby podniesienia niektórych rzeczy, powodowało u mnie zmniejszone zainteresowanie tytułem. Przemilczę też budowanie shaderów, które trwało wieczność i było wymagane po każdym patchu, czy też przeinstalowaniu nowych sterowników do karty graficznej. Dodatkowo natłok różnych zajęć oraz pojawiających się w międzyczasie innych pozycji powodował, że grę ukończyłem dopiero w czerwcu.

10 lat wcześniej
Opisywać historii jaką przeżyłem z grą The Last Of Us Part 1 nie będę. A powodem jest to, że pokazana historia nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, ani też nie wyróżniała się na tle innych tytułów. Owszem, gdybym zagrał w tą grę 10 lat temu na premierę, na 99% przygoda jaka zaoferowali Joel i Ellie, zrobiłaby na mnie piorunujące wrażenie. A tak, zanim jeszcze miałem okazję odpalić grę na komputerze zobaczyłem serial na HBO, który był prawie dokładnie jeden do jednego tym co oferowała gra. Owszem, początek serialu jak i gry wygląda fajnie, ale im dalej w las tym bardziej miałem wrażenie, że gdzieś po drodze specjalnie pominięto pewne wątki. O ile przeskoki w czasie w serialu wyglądały normalnie, tak w grze nie miały one najmniejszego sensu. Dość często dialogi oraz rozwój akcji po przeskoku w grze był dalej kontynuowany tak jak by nic po drodze się nie wydarzyło. Przez to nie dało się odczuć, że akcja przeniosła się w czasie o kilka tygodni, czy też miesięcy. Rozumiem, że w momencie kiedy powstawała gra na Playstation 3 trzeba było zastosować takie triki. Jednak wersja na PC to remake, a to oznacza, że można było tą historię bardziej rozwinąć. Obecnie dostępna technologia oraz sprzęt pozwala na dużo więcej niż 10 lat temu.

Frakcje
Do dnia dzisiejszego nie jestem w stanie zrozumieć tego zachwytu frakcjami jaki można wyczytać w internecie. Ot, pewne grupy, które jak i przed epidemią, tak i po, zwalczają się wzajemnie, biegnąc po władzę. I mówię tu o niesławnych świetlikach, Fedrze oraz zarażonych. Tak, zarażeni też przecież chcieli przejąć świat. Nie koniecznie nim rządzić, ale przejąć jak najbardziej tak. Pozostałe frakcje wyglądały i prezentowały się ciekawiej. Może dlatego, że większość z nich miała tylko mały epizod w grze, bo trzeba było iść dalej. Dzięki czemu czymś się tam wyróżniały i łatwiej się je zapamiętywało.

Ładna grafika to nie wszystko
Po raz kolejny powtarza się prawda, którą powtarzam od lat. Ładna grafika w grach to nie wszystko. Bardzo duża ilość gier na rynku cierpi na syndrom pustostanu, czyli miejsca gdzie nie ma nic, poza ładnym rozległym światem. Ale w The Last Of Us Part 1 nawet tego nie da się uświadczyć ponieważ gra został podzielona na małe, zamknięte etapy. I owszem, nie przeszkadza mi liniowość w grach, jeśli chodzi o świat. Jednak robiąc remake, można było się postarać, aby zwiedzany świat był bardziej spójny i ciekawy. Mechanik w tej grze też jest jak na lekarstwo. To wszystko sprawia, że mimo zalet oferowane otoczenie, po którym podróżuje Elli i Joel w TLOU jest mało atrakcyjny z punktu gracza.

Ellie i Joel
Jeśli chodzi o głównych bohaterów to jeden wart drugiego. Ellie, która klnie jak szewc absolutnie nie jest postacią, która może przyciągać do siebie. Grając i słysząc jakie wiązanki puszcza momentami miałem ochotę ją uśmiercić. Co też uczyniłem kilkukrotnie. Natomiast Joel, cóż chłop, który bez mrugnięcia okiem zabija inne osoby, to też nie jest wzorem do naśladowania. Ale innego wyboru nie było i trzeba było się z tym pogodzić, choć z mojego punktu widzenia można było trochę lepiej poprowadzić postaci. Jednak twórcom bardzo zależało na tym, aby wykreowane postacie były inne od wszystkiego co znamy. Zapewne dzięki temu zabiegowi, gra w 2013 roku zyskała miano kultowej, co moim skromnym zdaniem na dzień dzisiejszy jest grubo przesadzone.

Podsumowanie gier Sony, ostatnia recenzowana gra
Nie będę się silił na dalsze recenzowanie gry, która na konsolach Playstation pojawiła się dziesięć lat temu. A przecież to miała być gra z cyklu najlepsza z najlepszych… a okazało się jak zawsze, że to tylko ładnie wyglądający średniak. Takie samo zdanie mam o poprzednich tytułach, nie wliczając w to gier od Quantic Dream, które na swój pokrętny sposób są ciekawe. Jednak czy to Horizon, czy też God of War, to na pewno nie są tytuły z topowej półki. Wiele dobrego słyszałem o Sackboy-u. Jednak nie mogę tego potwierdzić ponieważ nawet tej gry nie udało mi się ukończyć do dnia publikacji recenzji TLOU. Po prostu gra nawet nie zassała. Spodziewałem się czegoś ciekawszego poza standardową sztampową platformówką. Niestety rozczarowałem się. Kiedy podzieliłem się tą opinią w pewnym kręgu osób, usłyszałem, że to poprzednie części są tymi kultowymi grami wartymi zainteresowania. Postanowiłem podejrzeć co te poprzednie części oferowały i szczerze powiedziawszy można je opisać tak jak i odsłonę, wielka przygoda jednym słowem… meh.

Nawet Uncharted 4 nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Mimo iż, fabularnie gra ciekawie poprowadzona jednak, momentami posiadająca dziwne sprzeczne z logiką rozwiązania. A sama rozgrywka wyglądała jak klepana na jedno kopyto. Do tego jeszcze to nieszczęsne poddasze, w którym zostały umieszczone rzeczy z poprzednich części. Jasno dały mi do zrozumienie, że hej patrz ile Cię ominęło. Dlatego to właśnie The Last Of Us Part 1 zamyka rozdział recenzji gier Sony. Nie ma sensu pisać o grach, które miały premierę 10 lat temu. Mija się to z celem. Owszem, jeśli jakiś tytuł pojawi się na PC z kilku miesięcznym opóźnieniem i będzie wart zagrania, to tak umieszczę taką recenzję na portalu Klapka.pl. Jednak wszystkie tytuły, które już miały swoje premiery na konsolach Sony i teraz po latach dopiero trafiają na PC absolutnie nie będą recenzowane na łamach portalu Klapka.pl. I tak oto w ten sposób zamykam rozdział, pod tytułem recenzowanie starych odświeżanych gier. I żeby nie było, że gry od Sony nie mają zalet. Wręcz przeciwnie uważam, że w odróżnieniu od marki Xbox, Sony dba o polski rynek i wypuszcza gry z pełnym dubbingiem. Co przy grach akcji bardzo pomaga budować atmosferę w grze, bo człowiek skupia się na rozgrywce, a nie na czytaniu napisów. Ale to wciąż za mało aby odświeżane kilkuletnie tytułu dało się nazwać kultowymi i wartymi zakupu w dniu premiery na PC.