W 2014 roku po raz pierwszy światło dzienne ujrzała gra Watch Dogs. Tytuł, który wzbudził nie małe kontrowersje. A to za sprawą reklamowania jej jak gry mobilne, czyli filmikami i rzeczami których w grze nie było. Do tego doszła bardzo słaba optymalizacja tytułu, ponury klimat oraz mało interesujący główny bohater. Gra zebrała cięgi, deweloperzy wzięli sobie uwagi graczy do serca i po dwóch latach wypuścili drugą odsłonę z tej serii. Tym razem było ciekawie, luzacko i śmiesznie. Na kolejną grę z serii Watch Dogs przyszło nam czekać aż cztery lata i tak oto pod koniec października 2020 roku pojawiła się trzecia odsłona zatytułowana Watch Dogs Legion.
Streszczenie
Akcja tym razem została przeniesiona do Europy a miejscem docelowym stał się Londyn, gdzieś tam w niedalekiej przyszłości. Pisze w niedalekiej przyszłości ponieważ mamy do czynienia z dużą ilością autonomicznych pojazdów oraz latających dronów. Sama fabuła opiera się na tworzeniu ruchu oporu zwanego Dedsec i „wyzwoleniu” Londynu z łap szaleńców. To tyle w teorii. W praktyce gra opiera się na tym, że odwiedzamy różne miejsca gdzie zazwyczaj mamy do „shakowania” jakiś serwer. W dalszej części tekstu znajdują się małe spoilery tyczące się pewnych misji, ale nie całej fabuły.

Zacznijmy od plusów
Muzyka, a dokładniej stacje radiowe są przygotowane rewelacyjnie. Praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Stacje grają od heavy metalu po rap. Szkoda tylko, że na jedną stację przypada około dziesięciu zapętlonych utworów, ale są to tak dobre utwory, że należy pochwalić Ubisoft za to. Każdy z utworu to piosenka jakiegoś zespołu pochodzącego z Wielkiej Brytanii.

Auto jazda to też mechanika, która bardzo fajnie sprawdza się w grze. Nie musimy pędzić na złamanie karku łamiąc dziesiątki przepisów drogowych do kolejnej misji. Możemy skorzystać z auto jazdy i w międzyczasie podziwiać widoki lub poszukiwać nowych rekrutów do ekipy. Osobiście udało mi się zebrać pokaźną ilość Polaków w grze. Co jest kolejnym smaczkiem, bo rekrutowałem tylko rodaków. Ot tak to sobie wymyśliłem i udało się praktycznie zebrać ekipę. Każdy jej członek był z inną specjalizacją. Szkoda tylko, że gra co chwilę oferuje nam i wpycha na siłę jakichś swoich kandydatów, bo mają lepsze statystyki.

Co poszło nie tak…..
Nie bardzo wiem od czego zacząć, bo lista jest długa, ale postaram się to jakoś zebrać do kupy i opisać sensownie. Sama gra w pierwszych kilku godzinach rozgrywki nie oferuje nam zbyt wielu możliwości do działania. A to nasz agent przeżywa w jakiś dziwny sposób upadek z wieżowca i trzeba misje powtarzać od początku, a to dostajemy automatyczny przydział do drużyny, osobę której pomogliśmy i nie możemy jej usunąć z ekipy. Może się także zdarzyć, że nie uda nam się wyciągnąć jednego z naszych bohaterów z więzienia, ale o tym za chwilę. Właściwa gra rozpoczyna się dopiero od momentu kiedy dostajemy informacje o tym, że od teraz nasi podopieczni mogą umrzeć jeśli włączyłeś tryb permanentnej śmierci. A jest taki w ustawieniach poza poziomem trudności.

Niedźwiedzia przysługa
Pierwszy etap gry pozwala na błędy. Jeśli coś się nam nie uda to można powtórzyć misję. Drugi etap gry to kolejny poziom, w którym każdy przysłowiowy „zgon” to umieszczenie naszego bohatera w więzieniu lub szpitalu. W zależności co nam nie poszło. W drugim etapie jeśli nasz bohater zostanie złapany to nie możecie uratować ziomala z więzienia. Gra na to nie pozwala, aby chwilę później samemu zaoferować misję z niedźwiedzią przysługą, czyli wyciągnięcie z więzienia, posterunku policji zatrzymanego członka Dedsec-u. Nie rozumiem dlaczego sam nie mogłem wcześniej przed tą misją zrobić takiej akcji, tylko musiałem grać jak po sznurku, czekając aż gra łaskawie zaoferuje mi taką opcje.

Agresja i brutalność
Jeśli drogi czytelniku grałeś lub widziałeś drugą odsłonę to wiesz, że można było tą grę przejść bez wystrzelenia ani jednego naboju. Do wielu miejsc dawało się włamać poprzez system kamer, dzięki czemu unikało się bezpośredniej konfrontacji. Oczywiście jak ktoś miał ochotę, to mógł w drugiej odsłonie Watch Dogs nieść zniszczenie z broni oraz eliminować przeciwników ręcznie. W odsłonie trzeciej opcji zdalnego hakowania nie ma, mimo iż Londyn słynie z bardzo dużej ilości kamer. Są misje gdzie można posłać pająka aby wykonał za nas jakieś zadanie, ale jest bardzo dużo misji gdzie musimy osobiście udać się do wyznaczonego celu masakrując przy tym niezliczoną ilość przeciwników. W zależności od tego kim gramy, możemy ich likwidować paralizatorem, przynajmniej tak ta broń wygląda lub bronią palną, łomem, rurką, czy też kluczem francuskim. Jest opcja dobrania osoby do odpowiedniego miejsca, np. idziemy panią policjant na posterunek policji. Niestety jak zbyt blisko będziemy przechodzić koło przeciwników Ci bardzo szybko nas wykryją i trzeba będzie się bić. W tym trybie nie możemy się chować za osłony czy się skradać, możemy tylko chodzić co jest totalnie bez sensu bo prędzej czy później i tak zostaniemy wykryci. Zapomnij o bezinwazyjnych misjach znanych z pierwszej i drugiej odsłony. Zapomnij, że uda Ci się ukończyć grę bez wystrzelenia ani jednego pocisku. Jest misja, którą chyba projektował ktoś od The Division, bo przypomina jeden z rajdów z tej gry, gdzie bez użycia broni się nie obejdzie. W całej grze wszędzie gdzie się nie wejdziecie czeka na nas komitet powitalny, który za każdym razem się odradza. Wystarczy oddalić się wystarczająco daleko od danego miejsca, które przed chwilą wyczyściliście aby ponownie mierzyć się z tymi samymi przeciwnikami. Do tego wszystkiego należy dodać, że z czasem przeciwnicy stają się coraz to mocniejsi, ot kolejny ficzer zaciągnięty z serii The Division. I tak oto w ten sposób seria Watch Dogs z fajnego hakowania stała się bezsensownym mordobiciem. Gdzie próżno szukać ciekawych rozwiązań hakowania, ale o tym za chwilę.

Fabuła
Watch Dogs Legion nie jest grą o hakowaniu tylko o dostaniu się do środka, wyeliminowaniu przeciwników oraz zrobieniu tego samego co chwilę wcześniej w innym miejscu. W większości przypadków hakowanie polega na przytrzymaniu jednego przycisku. W nielicznych sytuacjach dostaniemy do posterowania pająkiem lub latającym dronem. Ewentualnie dostaniemy do rozwiązania zagadkę znaną z poprzednich części czyli odblokowywanie poszczególnych elementów schematu umieszczonego na budynku czy też podłodze.

Co do samej fabuły to jest ona miałka jak piasek na pustyni. Nie jest ani interesująca ani śmieszna. Liczyłem po cichu, że będzie jakaś misja z królową, ale się przeliczyłem. Większość misji polega po na tym, że ktoś nam mówi co mamy zrobić a my to wykonujemy. Żadnej fajnej akcji…. A nie, czekaj, jest jedna. Czyli występ rapera Stormzy, który podczas jednej z misji wykonuje utwór „Fall on my enemies”, podczas gdy my eliminujemy kolejne serie dronów. Jak widać Ubisoft pozazdrościł Epic-owi podobnej akcji z Fortnite i postanowił zrobić prawie dokładnie to samo. Co daje do myślenia do kogo jest ta gra skierowania. No, ale przecież dzieciaki w to grać nie mogą, bo gra skierowania jest do starszej publiczności. I tu dochodzimy do momentu, w którym widać że Ubisoft nie bardzo wiedział dla kogo ten tytuł zrobić. Z jednej strony ma bazę starszych graczy, którzy z każdym tytułem się wykruszają a z drugiej strony młodzież, która średnio jest zainteresowana takimi tytułami. I tak oto powstał potworek, który jest miksem wszystkiego co dało się do niego włożyć.

Bugi i glitche znikające zamówienia
Watch Dogs Legion pierwotnie miał się pojawić pod koniec marca. Jednak firma postanowiła przełożyć premierę na kolejny rok finansowy. Dla firmy Ubisoft jest to początek kwietnia każdego roku. Powodem zmiany terminu miały być korekty gry, bo to co pokazano nie spodobało się potencjalnym nabywcom. Drugim powodem miało być doszlifowanie tytułu tak, aby zminimalizować ilość błędów, tym bardziej że w grze mamy potencjalnie sześć milionów grywalnych postaci. Niestety gra jest nafaszerowana błędami, posiada kiepską optymalizację, a wszystko to dlatego, że była ona przygotowywana na dwie różne generacje kart graficznych. Ja osobiście, grając na karcie GTX nie miałem większych problemów poza spadającymi klatkami przy Tamizie. Uświadczyłem małe niedociągnięcie w misji w bunkrze, która zbugowała się w taki sposób, że nie byłem w stanie kontynuować dalej gry. Dopiero aktualizacja sterowników graficznych pomogła. Mimo, iż miałem zalecane sterowniki do gry. Sporadycznie spotykałem boty, które nie wczytywały się i stały w pozycji startowej z rozszerzonymi rękoma. Większych problemów nie odnotowałem też na karcie RTX mimo iż w internecie można znaleźć dużo informacji o problemach z optymalizacją na tych kartach. Pominę fakt, że gra wygląda dużo lepiej z włączoną funkcją RT niż bez niej. Zwłaszcza odbicia w nocy wyglądają słabo na kartach GTX. Jak widać przełom technologiczny nie służy wszystkim grom, a przynajmniej Watch Dogs Legion. Twórcy nie stanęli na wysokości zadania i nie przygotowali odpowiednio tytułu dla obu generacji kart. Uświadczyłem też wieszanie się menu po zakończonej rozgrywce, dopiero ALAT+F4 rozwiązywało problem z opuszczeniem gry. I ostatnim, może nie tyle błędem czy glitchem jest uruchomienie trybu online dopiero w przyszłym roku, pierwotnie tryb ten miała być uruchomiony w grudniu. Co wygląda słabo, tym bardziej że ma być tam zaimplementowany tryb kooperacji.

Na koniec
Watch Dogs Legion to średni tytuł, który nie spełnił moich oczekiwań. Najlepiej bawiłem się przy drugiej odsłonie Watch Dogs dlatego nie polecam Watch Dogs Legion, ludziom którzy tak jak ja dobrze bawili się grając w pierwszą i drugą odsłonę, trzecią odsłonę polecam omijać szerokim łukiem. Gra nie jest o hakowaniu, bo w samej grze nie ma nic nowego czego by nie było w poprzednich odsłonach. Ba nawet ja odnotowałem regres względem poprzednich części. W Watch Dogs Legion po raz kolejny zmarnowano potencjał jaki drzemie w tej grze i za bardzo chciano zrobić kolejny klon GTA. Ode mnie ta gra nawet nie dostanie słynnego 2/10.