czwartek, 13 sierpień
Zostaw komentarz

Kiedy po raz pierwszy odpaliłem demo gry The Entropy Center poczułem znajome klimaty. Zagadki, kostki, fajna narracja, sprawiły że przypomniała mi się jedna z lepszych gier o łamigłówkach, Portal 2. I faktycznie The Entropy Center zapożyczyło sobie trochę mechanik ze wspomnianej drugiej odsłony Portala. Czy to źle? Zdecydowanie nie, ponieważ cała rozgrywka nie jest oparta na portalach lecz na przewijaniu czasu. Jest to trochę skomplikowane, ale postaram się to w miarę sensowny sposób opisać.

Zapobiec kataklizmom

Budzisz się połamana bo spałaś na kanapie i nic nie pamiętasz. Nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz co się dzieje wokół i nie wiesz, który jest rok. Tak się zaczyna gra The Entropy Center, której główną bohaterką jest Aria Adams. Osoba odpowiedzialna za rozwiązywanie zagadek w umiejscowionym na księżycu instytucie badawczym zwanym Entropy Center. O tym wszystkim dowiadujesz się bardzo szybko od działa zwanego Astra, które służy do przewijania czasu dla różnej maści obiektów. Oczywiście Astra to typowa sztuczna inteligencja która, dostarcza bohaterce dużo cennych informacji o tym co się aktualnie dzieje oraz służy pomocą kiedy trzeba. O ile jest w stanie cokolwiek zobaczyć :)

Cała historia opiera się na zagadkach, które należy rozwiązać. Za każdą rozwiązaną zagadkę do generatora spływa trochę energii entropy. Energia ta potrzebna jest, aby przewinąć ziemię i zapobiec nadchodzącej katastrofie. Niestety, ale z niejasnych powodów, mimo usilnych starań pracowników nie udaje się zapobiec tej jednej katastrofie. Do tego wszystkiego dochodzi dużo perypetii z samym centrum, które boryka się z masą awarii oraz jest praktycznie w rozsypce.

Podobieństwa do portalach

Osoby, które mają na swoim koncie ukończoną chociażby drugą odsłonę gry Portal, w The Entropy Center odnajdą się jak w domu. Wiele elementów z rozgrywki jest zaciągniętych właśnie z tej serii gier. Kostki zwykłe, kostki z laserem, czy też kostki ze świetlistym mostem, które należy umieszczać na wyznaczonych miejscach aby coś uruchomić, czy też otworzyć zamknięte drzwi wyjściowe. Albo też skocznie, które pozwalają na dalekie skoki i pokonywanie przeszkód to elementy znane właśnie z gier Portal. Natomiast sama mechanika rozgrywania łamigłówek czy też sama fabuła to elementy, które nie są w żaden sposób podobne do gier Valve. Można na siłę przyczepić się o to, że zbyt wiele elementów wzięto z Portala, jednak tak jak pisałem cała mechanika rozgrywania łamigłówek to zupełnie co innego.

Same zagadki są w moim osobistym odczuciu dużo trudniejsze, a przynajmniej te umiejscowione w końcówce gry. Ponieważ zasada działania całej mechaniki w grze jest taka, że należy kostki ustawiać od końca. Czyli w pierwszej kolejności kładziemy kostkę na przycisku, który odpowiada za otwarcie drzwi wyjściowych, a dopiero potem ustawiamy kostkę lub kostki tak, aby dostać się do tych drzwi. Cała zabawa polega na rozpracowaniu trasy do wyjścia, aby następnie układać elementy w odwrotności. Ponieważ działo, które dzierżymy w dłoni potrafi tylko cofać elementy do tyłu w czasie. Każdy element cofany jest osobno, dlatego im więcej kostek na ekranie tym trudniej. Do tego wszystkiego należy dodać, że nie można cofać kostek w nieskończoność. Jest limit czasowy, który w niektórych lokacjach ledwo wystarcza na rozwiązanie danej zagadki. Te tak samo jak w drugiej części Portalu są do rozwiązywania nie tylko w komorach testowych. Również podczas przemieszczania się między tymi komorami trzeba rozwiązywać łamigłówki aby dostać się dalej, co jest bardzo fajnie przygotowane.

Wykonanie

Od strony wizualnej jest ok. Widać, że twórcy mieli pomysł na grę i to całkiem niezłą grę. Niestety wiele rzeczy nie zostało poprawnie wykonanych i czasami można napotkać na babola. Mnie osobiście udało się wyjść kilka razy poza mapę. Gdzieś zabrakło niewidzialnej ściany, która by na to nie pozwoliła. Mam nadzieję, że z czasem zostanie to naprawione. Nie przeszkadza to w rozgrywce, ale kilka razy umarło mi się gdy poszedłem tam gdzie nie powinienem.

Czy pójdzie

Od strony technicznej w odróżnieniu od dema, które ledwo było grywalne miesiąc przed premierą, bo optymalizację widziało wyłącznie na papierze. To w gotowym produkcie jest naprawdę dobrze. Nie ma w grze zaimplementowanego skalowania typu DLSS, FSR czy też Intel XeSS, a mimo to gra w rozdzielczości 4K działała średnio w 144 klatkach. Owszem miałem kilka momentów gdzie płynność potrafiła delikatnie chrupnąć poniżej sześćdziesięciu, ale było ich tak mało, że tylko raz licznik fps zatrzymał się na dłużej na wartości poniżej 60 klatek. A dokładniej kiedy spojrzałem na dwa działające wiatraki. Ewidentnie było widać, że efekt smugi przepływającego powietrza nie był zbyt dobrze zoptymalizowany i przy bliższym przyjrzeniu zabijał wręcz wydajność. Ale zaznaczam, że było to tylko raz.

Zakończenie…

Nie chcę nikomu psuć zabawy i pisać jak się gra zakończyła, ale jest to element gry, który muszę poruszyć. Ponieważ od pojawienia się CybarPunka 2077 odnoszę wrażenie, że modne stało się robienie nijakich zakończeń. A wszystkie w Cyberpunku 2077 takie były. Zwieńczenie historii w The Entropy Center, w grze, która sprawiła mi tyle funu było kiepskie. Spodziewałem się czegoś więcej, chociażby wyjaśnienia tego co tak naprawdę się zadziało, że ciągle był problem z tym powracającym kataklizmem. Jakiegoś wesołego zakończenia. Zebrałem prawie wszystkie wiadomości z komputerów i szczerze powiem, niewiele wnoszą one do samej gry. Owszem jest kilka kluczowych, jednak to wciąż moim zdaniem za mało aby wyjaśnić wszystko. Wiele gier w swoim życiu ograłem i rozumiem, że nie każda gra musi zakończyć się happy endem. Jednak akurat historia opowiedziana w The Entropy Center zasługuje na to. Najgorsze jest to, że jeszcze przed obejrzeniem samego zakończenia już wiedziałem jakie będzie zwieńczenie i nie będę czarował czułem się delikatnie nabity w butelkę. Ta gra zasługuje na więcej, aby gracz na końcu nie musiał się domyślać co się wydarzyło. Choć tak jak pisałem po części można to wyczytać z informacji pozostawionych w komputerach. Tyle tylko, że wiele z tych komputerów jest pochowanych w miejscach, w których nikt by się tego nie spodziewał i nie jest je wszystkie łatwo znaleźć.

Podsumowując

The Entropy Center to bardzo fajna logiczna gra. Osoby, które miały styczność z serią Portal, poczują się jak w domu. Historia jest ciekawa i wciągająca. Nie odkrywa ona wszystkich kart od razu, tylko stopniowo kawałek po kawałku. Zagadki nie są przesadnie trudne jednak w moim osobistym odczuciu trochę trudniejsze od tych z Portala 2. Myślenie wstecz nie zawsze jest takie oczywiste jakby się można było spodziewać. Należy wspomnieć o niskiej cenie na premierę. 81 złotych to nie majątek, a dobrze zainwestowane pieniądze. Cała zabawa zajęła mi ponad 13 godzin. Uważam więc, że to dobry stosunek ceny do długości gry. Oczywiście grę można ukończyć szybciej, wszystko zależy od stylu gry. Osobiście nie lubię w grach lecieć na yolo żeby jak najszybciej ukończyć grę. Jestem z tych graczy, którzy czasami staną i porozglądają się po otaczającym świecie, aby nacieszyć oko, czy też aby zajrzeć w każdą możliwą dziurę. Od siebie jak najbardziej polecam tytuł, zwłaszcza fanom Portala i gier przygodowo logicznych.

The Entropy Center, Recenzja The Entropy Center, Portal

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość