Pierwszy raz kiedy zobaczyłem zwiastun Scars Above, stwierdziłem, że to dość ciekawy tytuł, którym warto się zainteresować. Wpadł na listę listę życzeń na platformie Steam i tak czekał aż do premiery. Po trailerach, tytuł przedstawiał się ciekawie. Skanowanie środowiska, rozwiązywanie prostych łamigłówek, plus wyważona walka z przeciwnikami. W rzeczywistości trailery nie przedstawiały faktycznego stanu gry i tego co nie do końca wyszło. Lista nie jest długa, ale znajdują się na niej rzeczy, które nie powinny zostać tak przygotowane i oddane w ręce graczy.
Obca planeta
Fabularnie grze nie ma co zarzucić, może poza otwartym zakończeniem, które trochę odbiega od całokształtu. Jednak przez cały jej przebieg nie ma się do czego zbytnio przyczepić. Całość jest spójna i dokładnie zostaje przedstawione w jaki sposób oddział Scars znalazł się tam. Wyjaśnione zostało też dlaczego główna postać nie może umrzeć i potrafi się odradzić po każdej śmierci. Ma to dużo sensu i żaden gracz na koniec nie powie: ale dlaczego? O czym jest sama fabuła? W skrócie, na orbicie ziemi pojawia się obiekt pochodzący z obcej cywilizacji. Do jego zbadania zostaje wysłany specjalny oddział SCARS, którego zadaniem jest zeskanowanie obiektu i sprawdzenie co znajduje się w środku. Jednak cały zespół wraz ze statkiem zostają przeniesieni na inną planetę, gdzie toczy się główna rozgrywka.

Od przebłysków geniuszu po tragiczne rozwiązania
W grze znajduje się wiele ciekawych mechanik. Od zabawy różnej maści żywiołami, które można wykorzystać nie tylko podczas eksploracji planety, ale także należy z nich korzystać podczas walki z przeciwnikami. Tak, aby móc ich pokonać, bo ilość naboi jest bardzo ograniczona. Nie da się ślepo wpakowywać kolejną serię pocisków, bo większość przeciwników jest na to odporna. Należy znaleźć sposób na każdego przeciwnika, w szczególności tyczy się to bossów. Po ciekawe łamigłówki, których niestety jest w grze bardzo mało i nie są jakoś specjalnie zróżnicowane. Lokacje, które przyjdzie zwiedzać przyszłemu graczowi, zostały ciekawie przygotowane. Poruszanie się po wielu poziomach na obszarze jednej mapy może wywołać uśmiech na ustach, patrz przed chwilą tam byłem. Tym bardziej że mamy do czynienia z grą liniową.

Niestety rzeczy, które zostały skopane jest ich dużo więcej. Zacznę od poruszania się głównej postaci. Jeśli kiedykolwiek bawiłeś się drogi graczu silnikiem Unreal Engine to wiesz jak porusza się manekin z tego silnika. Nie ma w jego ruchach żadnej gracji, ot proste mechaniki. Spadając z wysokości ląduje na prostych nogach i dokładnie właśnie tak zachowuje się postać w Scars Above, którą przychodzi się poruszać. A to przecież najważniejszy aspekt całej gry, bo przecież cały czas patrzymy na poruszającą się postać. Oczy mi krwawiły kiedy widziałem to spadanie z wysokości. Owszem podczas spadania z wyższych wysokości gdzieś tam te nogi się ugięły, ale to wciąż była fizyka poruszania się podstawowego manekina z Unreal Engine...

A może by tak...
Walki, a raczej system rozgrywania potyczek to też nie do końca zrozumiała dla mnie mechanika. Rozumiem, że postać kiedy ginie cofa się do ostatniego zapisu, jednak po co są przywracani do życia przeciwnicy? Czy ten zabieg miał ukryć to, że na planecie jest pusto. Tyle tylko, że ta pustka została wyjaśniona fabularnie. Zostało wyjaśnione również czym są owe potwory znajdujące się na planecie i gdzie się podziali jej rdzenni mieszkańcy. Czy w ten sposób gra miała być trudniejsza? W wielu sytuacjach, kiedy wiedziałem gdzie należy otworzyć skrót to leciałem na yolo, aby po raz kolejny nie walczyć z tymi samymi przeciwnikami. A skoro wspominam o szybkim przemieszczaniu się, to należy napisać też o tym, że przy takim tempie zwiedzania mapy przeciwnicy dość często wyskakują dosłownie przed postacią. Wtedy cała rozgrywka wygląda jak napchana tanimi jumpscare-ami. Pomijam, że dość często potwory stawały mi na drodze, tylko po to, abym nie mógł pójść dalej bez walki.

Do tego wszystkiego należy dodać bardzo słabo zbalansowane poziomy trudności. Jest ich sztuk trzy. Na najłatwiejszym poziomie postać jest jak gąbka i może przyjmować bardzo dużą ilość obrażeń. Aby na kolejnym poziomie trudności, paść po trzech trafieniach. Na ostatnim najtrudniejszym, jest prawdziwy hardcore, nie tyle jeśli chodzi o obrażenia, ale samo zachowanie przeciwników. Wątku nie będę rozwijał, wystarczy sobie na chwilę przełączyć poziom trudności, aby zrozumieć, że ten poziom trudności nie ma żadnego sensu.

Na początku wspomniałem o możliwości skanowania otoczenia. Cóż tego też jest jak na lekarstwo i mimo iż, na trailerach aspekt ten przewijał się dość często, to odniosłem wrażenie, że zostało to wyciągnięte z całej gry i wrzucone do jednego trailera. Więc rzeczy które mnie najbardziej interesowały mogłem sobie obejrzeć na trailerze, więc słabo.

Podsumowanie
Aby za bardzo nie męczyć pisaniem dalej o negatywach w recenzji, to od razu przejdę do puenty i zadam pytanie. Czy Scars Above to ciekawy tytuł, który jest wart zainteresowania? Owszem fabularnie jak najbardziej tak, ale dużo rzeczy dookoła zostało wykonane po macoszemu. I o ile na początku rozgrywki można odnieść wrażenie, że gra może przypominać Mass Effect Andromedę, tak po kilkuminutowym głębszym obcowaniu od razu rzuci się w oczy, że ma się do czynienia z nisko budżetową produkcją pokroju The Uncertain. Tam też można znaleźć ciekawe pomysły, które zostały skopane bardzo kiepskim i tanim, nieudolnym wykonaniem. Choć w odróżnieniu od The Uncertain rozgrywka w Scars Above jest dużo dłuższa i ciekawsza. Pisząc dłuższa, mam na myśli wymuszanie na graczu powtarzania danego etapu rozgrywki oraz zaglądania w każdą dziurę. Czy polecę Scars Above? Tak ale brać tylko po dużej przecenie, bo 160 złotych to zdecydowanie wygórowana cena względem tego co tytuł oferuje. Gra do długich nie należy, ukończenie jej zajęło mi około 12 godzin.
Gra została zakupiona ze środków własnych.