Darksiders Genesis to już czwarta część sagi przygód jeźdźców apokalipsy. Kolejna odsłona to kolejna kontynuacja historii, gdzie głównymi bohaterami są wspomniani jeźdźcy apokalipsy. W odróżnieniu od poprzednich części, w tej mamy do czynienia z dwoma głównymi bohaterami, są nimi Waśń oraz znana z pierwszej odsłony Wojna. To specjalny zabieg, który zastosowali twórcy ale o tym później. To jaką postacią będziemy grali zależy wyłącznie od nas ponieważ możemy się przełączać między obiema postaciami kiedy tylko mamy ochotę. To nie jedyna zmiana jaką przynosi nam czwarta odsłona, zmienił się też widok z którego widzimy świat w grze, poprzednie części to były gry TPP, czyli widok z trzeciej osoby. Darksiders Genesis to odsłona z widokiem izometrycznym, kojarzonym z takich gier jak Diablo czy Path of Exile. Czy taka zmiana wyszła na dobre o tym później.

 


Niekończąca się opowieść

Czwarta odsłona to jak już wcześniej wspomniałem kontynuacja perypetii jeźdźców apokalipsy, znana z poprzednich części, a jednocześnie jest to prequel. Wiem, brzmi dziwnie, ale w rzeczy samej tak jest. Już na początku historii Waśń oraz Wojna rozprawiają się na zlecenie rady z profanatorem Malgrosem, który odgrywał główne skrzypce w poprzednich częściach. Ale oczywiście jak można się spodziewać, nie wszystko idzie tak jak powinno i bardzo szybko nasi bohaterowie wpadają w kolejne dziwne układy z innymi pomiotami piekieł, a wszystko po to aby dopaść samego Lucyfera. Natomiast gra kończy się tak, jakby była początkiem całej serii ponieważ Waśń i Wojna trafiają na ziemię, tuż po tym jak Lucyfer wywołał chaos. Dla przypomnienia w pierwszej odsłonie Wojna trafia na ziemię gdzie przyszło mu się zmagać z różnej maści pomiotami. A dzieję się tak ponieważ tak jak i w poprzednich odsłonach nasi jeźdźcy dają się nabrać na różnego rodzaju sztuczki. Również tak jak w poprzednich odsłonach mamy do czynienia w grze z dynamiczną walką, rozbudową postaci za dusze, oraz rozwiązywaniem zagadek, za które jesteśmy odpowiednio nagradzani. A to otrzymamy powiększenie paska życia, czy też zwiększenie gniewu.

 


Sami, o może ze znajomymi

Darksiders Genesis daje nam możliwość walki samemu lub ze znajomymi po sieci. Niby fajnie, bo można grać aż z czterema znajomymi, jednak jeśli zapragniemy zagrać z kimś innym to się rozczarujemy. Tryb grania po sieci nie pozwala zakładać gier i grać z kim chcemy, tylko jest opcja grania ze znajomymi. A co jeśli ktoś nie ma znajomych, ale chciałby pograć z kimś?

 

 

Zmiany ale czy na dobre?

Rzut izometryczny to nowość w serii Darksiders i fani serii mogą czuć się rozczarowani tym bardziej, że poprzednie odsłony oferowały widok trzecioosobowy. Taka radykalna zmiana nie do końca jest dobrym rozwiązaniem, tym bardziej, że tak jak i w poprzednich odsłonach znajdziemy w Darksiders Genesis zagadki i widok izometryczny nie ułatwia znalezieniu ich oraz rozwiązaniu. Do tego wszystkiego dochodzi mapa na której próżno przyjdzie nam szukać swojej postaci. Jedyne co znajdziemy to świecący się rejon w którym znajduje się nasza postać. Dla mnie osobiście takie rozwiązanie nie jest normalne tym bardziej że przecież dało się to rozwiązać. Na uwagę należy też zwrócić na tzw. czasówki, czyli fragmenty rozgrywki, które należy wykonać w określonym czasie. Nie ma ich za wiele w samej grze, ale są i jest to rozwiązania irytujące, zwłaszcza kiedy przyjdzie nam skakać na jakieś bloki czy uchwyty na ścianie. Na pewno świetnie spisuje się polski dubbing, który tylko przy dwóch postaciach był mało zrozumiały, ale sam fakt, że gra ta oferuje pełny język polski stawia ten tytuł na wyższej na półce, w porównaniu z podobnymi tytułami, gdzie nawet napisów twórcom nie chce się dodać.

 


Odgłosy i wizja

Trzecia odsłona borykała się z małymi problemami jeśli chodzi o optymalizację. Było to spowodowane tym, że gra powstawała po raz pierwszy na silniku Unreal Engine 4, tak samo jest z odsłoną czwartą, ale dzięki widokowi rzutu izometrycznego nie doświadczymy spadku klatek, dzięki czemu gra działa płynnie i nie wymaga specjalnie mocnego komputera. Samej rozgrywki starcza na około 20 godzin, 16 rozdziałów plus 21 aren. Mój licznik przekroczył ponad 18. Jednak pominąłem po drodze kilka ukrytych komnat przez co nie udało mi się otworzyć specjalnych drzwi, które znajdują się w tzw. hubie. Odwiedziłem też tylko dwie areny gdyż tryb ten wydawał mi się mało atrakcyjny i raczej jest on skierowany do bardziej hardkorowych graczy. Należy też wspomnieć o wpadaniu w tekstury. Jedynym rozwiązaniem aby się wydostać jest zmiana postaci oraz „maszowanie” przycisków skoku oraz uniku, dzięki czemu unikniemy resetowania poziomu. Na pewno fani serii nie powinni przejść obok tego tytułu obojętnie i się nim zainteresować, mimo zmiany widoku w grze, bo moim zdaniem wyszło to grze na dobre. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że gra na starcie kosztowała dużo mniej niż jej poprzedniczki.


Grę do recenzji udostępnił GoG.com

 

Publikacja: Sebastian Kubiak