Death Stranding to pierwsza samodzielna gra Hideo Kojima, znanego z serii gier Metal Gear Solid. Death Stranding to tytuł, który przez wielu został uznany za rewolucyjny, ale czy na pewno tak jest i czy gra wprowadza powiew świeżości do gatunku?


Ciekawa historia

O fabule gry nie chcę za dużo pisać, aby nikomu nie psuć rozgrywki. Jednak o pewnych jej elementach muszę wspomnieć, aby całość wypowiedzi miała sens. Sama gra zaczyna się ciekawie, a mianowicie mamy dostarczyć zlecenie, nic specjalnego, choć już przy pierwszym deszczu dostajemy znaki, że coś jest nie tak jak powinno. Kolejne zlecenie jakie dostajemy to przewiezienie trupa do spalarni i w tym momencie przekonujemy się jak bardzo to „coś” zdeformowało świat. W bardzo szybki sposób dowiadujemy się kim są Wynurzeni, ŁD-ek i Muły, oraz przekonujemy się co się stanie kiedy nastąpi kontakt ze wspomnianymi wcześniej Wynurzonymi. Dalszy ciąg fabuły jest bardzo rozciągnięty w czasie, a to za sprawą tego, że Sam główny bohater to kurier, który zbiera i dostarcza przesyłki, co zajmuje mu dużo czasu, ale o tym później. Całokształt świata jaki został stworzony przez Kojime jest ciekawy, upadek Stanów Zjednoczonych i próba reanimacji świata poprzez sieć chiralną. Wątek z plażą oraz istota istnienia ciała i duszy jako dwóch odrębnych istnień żyjących w harmonii, oraz ludzie pochowani w bunkrach czekający na zamówione przesyłki.

Jako całość fabuła dość dobrze się klei, ale jest kilka niedokończonych wątków, chociażby, kto zostawia ślady rąk lub dlaczego ludzie sami nie podróżują tylko potrzebują do tego kurierów? Do tego sama długość fabuły. Po dłużącym się i nużącym etapie kuriera, wspomniana fabuła trochę męczy i odniosłem wrażenie, że historia jest przeciągnięta na siłę. Może gdybym skupił się tylko na misjach fabularnych to odebrałbym tą grę zupełnie inaczej. Po pokonaniu wielkiego Bossa myślałem, że to już koniec, bo przecież tak zazwyczaj w grach bywa, a okazało się, że jest jeszcze jakieś sześć godzin tasiemca przede mną. Postacie w tej grze są dobrze napisane, większość z nich jest dość charakterystyczna, bo mamy do czynienia z panią od teleportacji Fragile, gościem, któremu co 20 minut siada pikawa, enigmatycznym Die Hardman, czy też nierozłącznymi siostrami. Oczywiście postaci jest więcej jednak przedstawienie ich wszystkich nie jest moim głównym zamysłem w tej recenzji.


Gameplay

O ile fabularnie jest ciekawie, to gameplay już na takim poziomie nie jest. I nie chodzi mi o bugi, bo z tymi się tylko spotkałem podczas kierowania pojazdami i to też nie zawsze. Chodzi mi o samą mechanikę i o to co wykonujemy w grze. Wiem, że w grach robi się praktycznie w kółko to samo jednak w Death Stranding jest to bardzo widoczne. Schematyczność daje się odczuwać już po kilku godzinach zbierania i dostarczania paczek. Stąd gra nazwana jest symulatorem kuriera. Chociaż ja powiedziałbym, że ta gra skrywa w sobie 5 gier w 1. Pierwsza z nich jest gra fabularna, gdzie w pewnej części gry po prostu oglądamy przygody Sama, na które nie mamy wpływu, nawet jak nas gdzieś wyślą odmówić nie możemy. Następną grą jest wspomniany symulator kuriera, tutaj więcej nic pisać więcej nie muszę. Zasada jest prosta podnieś paczkę i dostarcz do właściwego miejsca. Przerywniki filmowe przy dostarczaniu paczek są identyczne, tak że po paru razach człowiek najnormalniej w świecie je przeskakuje, bo ile można. Kolejną grą w grze jest zabawa w budowanie. Tutaj możemy sobie pozwolić na budowanie mostów, kładek z drabin czy też źródeł zasilania. Możemy też budować z góry wyznaczone budowle typu droga, o tym później. W grze też w pewnym momencie będziemy mieli typową bijatykę. Dobrze czytasz, w grze o kurierze jest bijatyka i nie chodzi mi wcale o walki z Mułami. Podczas tego trybu mamy paski życia jak w prawdziwej bijatyce. Ostatnią grą w grze jest skradanka, czyli omijanie po cichu przeciwników.


Tak ja widzę tą grę i to jakie tryby oferuje i jak bardzo są one widoczne podczas rozgrywki. Nie wspominałem jeszcze o możliwości jeżdżenia pojazdami, bo wyścigów żadnych nie uświadczy człowiek. Ot proste pokonywanie trasy od punktu A do punktu B. Ewentualnie małe zboczenie z trasy w calu zebrania dodatkowej paczki. Każde dostarczenie paczki jest odpowiednio oceniane. Jeśli dostarczy się paczkę na czas i nie będzie ona zniszczona to zaliczamy taką misję na S. Jeśli się nie wyrobimy lub paczka będzie zniszczona, to noty lecą w dół odpowiednio A, B, C i D. Nie wiem czy są niższe noty ponieważ, najniższą notę jaką otrzymałem to była nota D za paczkę, którą dostarczył robot. Zastanawiająca jest opcja wysyłania robota z paczkami ponieważ dość często paczki te trafiają do miejsca docelowego bardzo uszkodzone. Tylko dwa razy robot dostarczył paczkę z wynikiem A.

A skoro już piszę o paczkach to warto też wspomnieć o Wynurzonych, którzy zawsze, ale to zawsze pojawiają się na drodze kiedy robimy misję fabularną. Nie ma łatwych misji, nawet na najłatwiejszym poziomie gry. Pewnie wielu z was zastanawia się czy można się pozbyć Wynurzonych całkowicie z danego miejsca. Otóż nie, jeśli dacie się porwać Wynurzonym, a Ci zaciągną Was do bossa lub kilku (jest też taki wariant) to po pokonaniu ich miejscówka zostanie oczyszczona i przestanie padać deszcz. Wystarczy się jednak tylko oddalić od miejsca gdzie odbyła się walka i do niego powrócić, aby Wynurzeni pojawili się w tym samym miejscu ponownie, bzdura. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest używanie pojazdów i przejeżdżanie danego miejsca na pełnej prędkości. Nawet jeśli wpadniemy na Wynurzonego po drodze i ten zacznie nas wciągać do smoły, to bardzo szybko się z niej wyrwiemy dzięki wspomnianemu pojazdowi.

Co mi się też nie spodobało to to, że paczki leżące na ziemi nie ulegają degradacji. Wystarczy natomiast wziąć taką paczkę na plecy, aby zaczęła korodować od deszczu, którego w tej grze jest zdecydowanie za dużo i można od niego dostać depresji. Ja rozumiem, że takie jest założenie mechaniki gry, bo deszcz pojawia się wraz z Wynurzonymi, ale ze względu na to, że nie można się Wynurzonych pozbyć, nie warto nosić ze sobą paczek do różnych miejsc, bo ulegną uszkodzeniu. Są oczywiście zestawy naprawcze do przesyłek, jednak są one tak samo użyteczne jak śmiercionośna broń w tej grze. Broń, której używać nie możemy bo im więcej ciał tym większa szansa, że nastąpi eksplozja pustki. Oczywiście ciał możemy się pozbyć tylko w spalarni o ile wiemy gdzie ona się znajduje na mapie. Ja osobiście unikałem jakichkolwiek kontaktów z Mułami, a jeśli już musiałem się udać na ich terytorium to walczyłem z nimi wręcz. Nie używałem broni, bo wydawała mi się zbyteczna w tej grze. Nie będę się rozpisywał o etapie górskim w tej grze, bo kiedy tam trafiłem miałem wrażenie, ze ktoś wysłał mnie w to miejsce za karę, a mój słownik wyrażeń obcych się poszerzył. Progres postaci, został podzielony na pięć różnych sekcji i jeśli jeden z nich osiągnie 70 poziom nie ma sensu dalej go rozwijać, bo progres leci bardzo wolno.


Społeczność

W Death Stranding możemy grać solo lub z włączoną funkcją społeczności. Osobiście polecam granie w włączoną funkcją ponieważ, dzięki temu będziemy mogli korzystać ze struktur stworzonych przez innych graczy, co bardzo ułatwia rozgrywkę. Oczywiście, aby to nastąpiło w pierwszej kolejności musimy podłączyć dany region, lub jak kto woli placówkę. Wtedy pojawią się na mapie obiekty stworzone przez innych graczy. Jest to zrobione w ten sposób, aby każdy z graczy mógł doświadczyć tej samej męki przez zazwyczaj nieprzyjazny teren.

Co do samej społeczności i tego czy współpracuje ona ze sobą, sytuacja wygląda następująco. Osobiście spędziłem około 20 godzin w grze na budowę drogi z Węzła Jeziornego do Węzła Południowego. Bardzo rzadko zdarzało się aby ktoś przekazał jakieś środki na budowę drogi. Tylko dwa elementy drogi z całego odcinka zostały zbudowane prze kogoś innego. Co pokazuje jak naprawdę wygląda sytuacja jeśli chodzi o ludzi grających w ten tytuł. A może ludzie nie chcą się dokładać dlatego, bo droga ulega powolnej korozji i jeśli nie będzie odpowiednio konserwowana, to po czasie zniknie. A może po prostu mają takie aspekty gry w nosie i wolą się skupić tylko na misjach fabularnych. Po ukończeniu gry nawet ich rozumiem :) Poza budowlami, jest oczywiście pozytywna strona korzystania z trybu społeczności. Otóż, im więcej osób korzysta z tej samej trasy, to po jakimś czasie teren przekształca się w widoczną trasę, szlak, a przeszkody takie jak kamienie, czy głazy znikają, co bardzo ułatwia poruszanie się.


Technologicznie

Death Stranding to port z konsoli Playstation 4. Nie jest to jednak typowy port ponieważ zaimplementowano w nim najnowsze technologie takie jak DLSS 2.0 czy najnowszą zdobycz Ray Traycing. Sama gra wykorzystuje technologię DirectX 12, z która są małe problemy. Kilka razy spotkałem się z problemem wyrzucenia gry do pulpitu, mimo zainstalowanych najnowszych sterowników. Nie wspominałbym o tym, gdyby nie fakt że autosave-y są robione tylko po ważniejszych wydarzeniach i jeśli nie zrobimy save-a gry ręcznie to po takim błędzie będziemy zmuszeni wykonać te same czynności ponownie, które wykonywaliśmy przed crashem gry. Do tego dość często po restarcie jesteśmy łączeni z inną sesją gry gdzie np. mogą zniknąć nam pojazdy z miejsc w których wcześniej były. Zamiast przemierzać mapę szybko i sprawnie, to lecimy z buta. Jeśli chodzi o ilość wyświetlanych klatek to przy rozdzielczości 3360x1440 na ekranie średnio było około 80 klatek. Gra nie wspiera natywnej rozdzielczości 3440x1440, przez co na bokach widać czarne paski. Ale tego doświadczą tylko ludzie z szerokimi ekranami. Przy standardowych rozdzielczościach w formacie 16:9, problem ten nie występuje. Od strony audio jest bardzo dobrze. Polski dubbing nie kuleje, a muzyka która została dodana do gry jest uspakajająca :)


Podsumowanie

Odpowiadając na zadane na początku pytanie, stwierdzam, że Death Stranding nie jest rewolucją jeśli chodzi o rynek gier, to całkiem dobra gra jeśli chodzi o fabułę. Od strony gamplayowej, jest standardowo i powtarzalnie, co nie każdemu może przypaść do gustu. Dlatego jeśli ktoś się już zdecyduje aby poznać losy Sama i Ameryki to polecam skupić się tylko na misjach z głównej fabuły. Ponieważ zdobywanie gwiazdek to żmudne zbieranie paczek z dość dużego terenu. Miejsc gdzie można zdobyć wspomniane gwiazdki i do których należy dostarczyć przesyłki jest dużo. Większość z nich bywa trudno dostępna. Najłatwiej dostarcza się paczki tam, gdzie mamy wybudowaną drogę ale ilość surowców na zbudowanie jednego kawałka drogi, jest duża i potrzeba kilku godzin aby je uzbierać. Do tego brak automatycznego zapisu co parę minut, może nie jednego gracza doprowadzić do białej gorączki gdy uda mu się przebyć duży dystans z pakunkami i gra wywali mu się przed miejscem dostarczenia. Osobiście polecę tą grę ludziom cierpliwym. Właśnie tego wymagają zadania jakie należy w tej grze wypełniać oraz spotkania z Wynurzonymi, którzy zawsze stają na drodze Sama w misjach fabularnych. Pamiętaj przyszłość Ameryki spoczywa dosłownie na twoich barkach lub ilości miejsca w pojeździe :P

 

Publikacja: Sebastian Kubiak

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

­