Uncharted 4 to kolejna gra na wyłączność ze stajni Playstation, która trafiła na platformę PC. Po raz kolejny w sieci pojawiły się wpisy sugerujące, że w ręce graczy PC trafił bardzo ciekawy tytuł. I faktycznie przez pierwsze kilka godzin gra wciągnęła mnie jak gąbka wodę, ale zaznaczam, że tylko przez kilka pierwszych godzin. A dlaczego? Powodów jest wiele. Żeby nie rzucać frazesami na lewo i prawo po prostu poniżej opiszę swoją przygodę z „Uncharted 4 Kolekcja Dziedzictwo Złodziei”.
Naugthy Dog zawstydziło samego Indianę Jones
I piszę to całkowicie poważnie, kiedy po raz pierwszy odpaliłem grę, poczułem się jak widz, który ogląda fajnie opowiedzianą historię. Historię, w której biorę udział i na którą mogę mieć jakiś tam wpływ. Mimo wszystko i tak grając muszę wykonywać narzucone z góry założenia twórców. I naprawdę mi to nie przeszkadzało, im dalej w las tym bardziej podobało mi się to co widziałem na ekranie. Fabuła była tak fajnie opowiedziana, że nie zwracałem uwagi na wiele niedociągnięć, czy też dziwnych rozwiązań. Przecież to gra o złodziejach, poszukiwaczach przygód, łowcach skarbów. To ostatnie to prawie, ale o tym później. Przedstawione główne postaci Natana i Sama Drake i całej reszty były tak dobrze napisane, że po sześciu przegranych godzinach, prawie z moich ust wyszło. - Mieli rację, w końcu Sony pokazało prawdziwy hit. Zamazując słabe lub średnie wrażenie, które miałem po ograniu wcześniejszych gier na wyłączność ze stajni Playstation. Jednak cały czar prysł w momencie kiedy na ekranie pojawiła się ONA, wojowniczka z krwi i kości. Stal ze stali wykuta na niejednej wojence, właścicielka Shoreline, Nadine Ross. Od tego momentu moje zdanie o Uncharted 4 uległo diametralnej zmianie.

Co poszło nie tak
Od pewnego momentu rozgrywki z fajnej narracji zrobiło się błocko. Zamiast ciekawie poprowadzonych lokacji zmieniono je na te znane z gier usług. W początkowych rozdziałach spotkania z uzbrojonymi zbirami miały bardzo dużo sensu i nie trzeba było się domyślać dlaczego nagle pojawili się na ekranie i trzeba z nimi walczyć. Natomiast w późniejszych przygodach, w grze zaczęły pojawiać się miejsca gdzie trzeba było powalczyć na przemian z miejscówkami, gdzie dla odmiany zadaniem było coś poszukać lub zrobić. Odniosłem wrażenie, że w pewnym momencie brakło pomysłów i twórcy poszli na łatwiznę.

Dwa złe charaktery w jednej grze to za dużo
O ile rozumiem rywalizację z byłym partnerem, bogatym synalkiem Rafe Adlerem, tak nie rozumiem po co w grze dodano drugą silną osobowość, wspomnianą wojowniczkę Nadine Ross. Ta postać wprowadzała taki chaos w narracji, że finałowa walka przy spotkaniach z nią to była tzw. pozycja do odhaczenia. Oczywiście sama walka finałowa to typowy naciśnij odpowiedni przycisk w danym momencie i wykonaj to co jest z góry zaplanowane. Może i za bardzo się czepiam, bo to w końcu gra fabularna, ale jednak poluzowanie szelek dla gracza powinno mieć miejsce w finałowej bitce. Również wybór samego zakończenia powinien był pozostać w gestii gracza. Ale zamiast góry złota twórcy dali słabą bitkę. Wcale mi nie zależało na pokonaniu Rafe, tym bardziej, że to Nadine bardziej zalazła mi za skórę, a przynajmniej wywarła na mnie dużo większe negatywne wrażenie.

Źli chłopcy zawsze wygrywają
To kolejna rzecz, która absolutnie rozwaliła cały scenariusz. Za każdym razem kiedy dochodziło do konfrontacji między tymi „dobrymi” i tymi „złymi”, to zawsze Ci źli byli górą. Zabierali wszystko i fabuła zmieniała tory na „trzeba im to odebrać”. Ot tak, żeby gracz nie pędził do celu jak plemnik do komórki jajowej, bo przypadkiem może go to znudzić.

Zawsze muszą być Ci źli
Ostatnią cegiełką, która absolutnie nie przypadła mi do gustu to motyw złych i dobrych. Wyścigu do zdobycia skarbu. Rywalizacja, która tak naprawdę rozwaliła całą narrację, która była fajnie budowana od początkowych minut. Z gry o poszukiwaczach skarbów, w pewnym momencie zrobiono rzeźnie i mordobicie. Nie znam poprzednich części i nie wiem co w nich było, swoje doświadczenia opisuję bazując wyłącznie na głównej fabule i dodatku z części czwartej.

A skoro już przywołałem poprzednie części to, mimo iż odsłona czwarta nie jest z nimi w żaden fabularny sposób powiązana, to podczas rozgrywki siedząc na poddaszu i przeglądając rzeczy poczułem się jak by mi coś umknęło. Historie, przygody, postaci. Po co dawać coś do gry co zbija z tropu. Ja rozumiem, że wydanie czwartej odsłony było najłatwiejsze, ze względu na to, że nie trzeba było wkładać dużo pracy. Jednak można było usunąć lub zmienić delikatnie element rozgrywki z poddasza. Wtedy jako gracz nie zadawałbym sobie pytania skąd Natan ma te rzeczy.

Skarby, rozmowy, zdjęcia, notatki, itd.
To kolejny element, który zbija z tropu, bo zamiast skupiać się na fabule człowiek w pewnym momencie zaczyna rozglądać się, zaglądać pod każdy kamień, w obawie czy czegoś nie przeoczył. Skupiając się wyłącznie na fabule gra przedstawia się dużo ciekawiej. Bardzo żałowałem, że znalazłem pierwszy skarb, bo najzwyczajniej w świecie od tego momentu zacząłem skupiać się na szukaniu zagubionych rzeczy. I o ile skarby udało mi się zebrać wszystkie, tak nie udało mi się zebrać wszystkich rozmów. A po powrocie do danego rozdziału te już się nie pojawiały ponownie. Przynajmniej w dodatku znalazłem takiego buga.

Dodatek „Zaginione dziedzictwo”
Cóż nie wiem kim była pani, którą sterowałem. Wiem za to, że cały schemat rozgrywki niczym nie różnił się od tego, który został zaprezentowany w głównej fabule. Też ma się do czynienia z tymi złymi przeciwnikami. Narracja postaci była chamska, postaci odzywały się do siebie w sposób wulgarny, tak bardzo, że momentami odechciewało się grać. Mało tego, przyszło mi obcować z postacią, która w oryginalnej fabule pokazała się z bardzo złej strony. Całe szczęście, że dodatek był dużo krótszy i moje katusze nie trwały długo.

Czy pójdzie w 4K?
Od strony wizualno artystyczno dźwiękowej, złego słowa nie mogę napisać. Gra w rozdzielczości 4K śmigała i trzymała 60 klatek. Po włączeniu DLSS, wyświetlane klatki podskoczyły średnio do 130, co jest bardzo dobrym wynikiem. Reszta też bardzo fajnie się prezentowała. Czasami tylko dialogi były zagłuszane przez otaczające tło. To jednak problem wielu gier.

Podsumowując
„Uncharte 4: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei” to bardzo dobry tytuł i można mimo wymienionych wad dobrze się bawić. Jak grać w Uncharted 4 skoro tyle rzeczy wytknąłem grze? Odpowiedź jest prosta, lecieć na jolo i nie oglądać się za siebie. Nie szukaj skarbów czy innych rzeczy, bo te i tak nic nie wnoszą do fabuły. A jak się już raz stanie na dłużej i rozejrzy do okoła, to niestety ale widać, że otaczający świat jest pusty. Nie bez powodu Uncharted 4 nazywany jest wydmuszką i dużo w tym prawdy. Bo o ile początkowe rozdziały „żyją” tak później robi się pusto. I poza napotykaniem tych złych nikogo innego w grze nie spotyka się. Do tego wszystkiego należy dodać, że Ci „źli” mają tendencję do wysadzania wszystkiego, co dość często bardzo upraszcza wątek fabularny.
Teraz pozostało mi już czekać na The Last of Us. I jeśli ta gra nie okaże się hitem, to wyjdzie na to, że tytuły od Playstation są zwyczajnie przehajpowane. Nie są to złe tytuły, absolutnie, jednak do tej pory żaden z nich nie porwał mnie od początku do końca, tak abym po zakończeniu powiedział: Tak to jest to.
Gra została zakupiona z własnych środków.