W styczniu 2017 roku Capcom wydał grę Resident Evil 7, która znacząco różniła się od części wydanych wcześniej. Nie tylko oprawą graficzną, ale również samym podejściem do mechaniki gry oraz widokiem, który to został zmieniony z trzecioosobowego na pierwszoosobowy. Zrezygnowano z widowiskowej rozgrywki na rzecz klimatu i fabuły, co było strzałem w dziesiątkę i zostało bardzo dobrze przyjęte przez społeczność. W odsłonie siódmej rozgrywka toczy się praktycznie w domu rodziny Bakerów. Inaczej jest w odsłonie ósmej, gdzie akcja rozgrywa się w małej wiosce położonej gdzieś w Rumunii. Mamy tam więcej terenu do zwiedzania.
Zmiany na plus czy minus
W pierwszej kolejności należy wspomnieć o tym, że Resident Evil Village to kontynuacja odsłony siódmej. Nie jest to kontynuacja w stu procentach, ale nadal przyjdzie nam sterować Ethanem Winters, który tym razem rusza w poszukiwaniu swojej córki, porwanej przez Mirandę. Kim jest Miranda i jak się znalazła w domu Ethana zdradzać nie będę, bo jest to dobrze wyjaśnione w fabule.

Gra została podzielona na kilka głównych lokacji tak jak w przypadku siódmej odsłony. Każda z nich prezentuje się zupełnie inaczej i została umiejscowiona z dala od pozostałych. Za główny hub, robi wspomniana wcześniej wioska. Każda z miejscówek ma swojego unikatowego bossa, z którym jak można się domyśleć, trzeba się rozprawić przed opuszczeniem lokacji. Gra na zwiastunach była pokazywana w taki sposób, że odniosłem wrażenie, że Lady Dimitrescu to ostatni finalny boss. A prawda jest zupełnie inna. I w sumie po ukończeniu gry nadal nie rozumiem zachwytu społeczności i mediów nad tą postacią. Ok, wampirzyca, ale nic nadzwyczajnego, ot kolejna postać, której zadaniem jest przeszkadzać graczowi podczas eksploracji.

Jeśli chodzi o rozgrywkę to różnica między odsłoną siódmą a ósmą jest taka, że nie ma problemów z pozyskaniem naboi do „zwalczania szkodników”. Nawet na najwyższym poziomie trudności też nie trzeba oszczędzać i sknerzyć, aby starczyło na silniejszych przeciwników. I to uważam za plus, bo dzięki temu możemy rozegrać bitwę z bossem na własnych zasadach, a nie jak to miało miejsce w poprzednich odsłonach „na co starczy”. Moim zdaniem gra zyskała dzięki temu bardzo dużo. Owszem nadal trzyma w napięciu, ale jednocześnie stała się bardziej klimatyczna i wciągająca, bo nie skupiamy się na ciągłym poszukiwaniu i pozyskiwaniu surowców. Jedyne do czego mogę się przyczepić to bardzo uproszczone zagadki, które nie są żadnym wyzwaniem, ale jest to moja subiektywna opinia, która została uformowana w grach z serii Silent Hill, gdzie można było sobie ustawić poziom zagadek na naprawdę trudny i wymagający.

Jeśli chodzi o fabułę to by nie zdradzać za dużo napiszę tylko tyle, jest bardzo dobrze i wszystko się klei. Wiele rzeczy w tej odsłonie zostało wyjaśnione, jedną z nich jest akcja z odciętą ręka Ethana. Da się też znaleźć informację o tym jak powstała korporacja Umbrela.

Wymagania do działania
Jakiś czas po premierze Resident Evil Village pojawiła się informacja o tym, że Denuvo obciąża słabsze procesory, przez co pojawia się problem ze spadkiem fps-ów. Już przy części siódmej dało się odczuć, że nowa wersja silnika RE Engine radzi sobie bardzo dobrze i nie wymaga mega sprzętu do działania. Tak samo jest w Villege, gdzie nawet włączone efekty RT nie wpływały aż tak bardzo na działanie gry. U siebie dość często widziałem zamykający się licznik na 144 klatkach na sekundę, co czyni Resident Evil Village jedną z lepiej zoptymalizowanych gier 2021 roku.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, to ciężko mi powiedzieć czy jest gorzej od poprzedniczki, bo być może, że już naoglądałem się tej grafiki, lub też widziałem lepszą w innych grach, więc już się tak nie zachwycałem tym, co wyświetlało się na ekranie. A grałem na najwyższych możliwych ustawieniach graficznych. Co mi się rzuciło w oczy to w momencie kiedy wychodziliśmy z wody, ta ściekała na powierzchnię, która robiła się mokra, bardzo fajny ficzer. Natomiast dało się też odczuć, że niektóre animacje nie były tak płynne jak reszta. Jednak żeby to zauważyć należało się dokładnie przyjrzeć. Najbardziej widoczne było to w momencie, kiedy przyszło nam poprowadzić krótką historię Chrisa Redfield.

Spolszczenie
Dochodzimy do momentu, w którym muszę napisać kilka przykrych słów odnośnie całej sytuacji jaka jest związana z brakiem lokalizacji. Nie jest tajemnicą, że gra została wydana bez polskiego języka. Oczywiście społeczność bardzo szybko zareagowała i takie spolszczenie powstało. Mnie jednak zastanawia zupełnie co innego, otóż przy grze pracowali Polacy. Zarówno w Capcomie jak i w firmie Platige Image. I nikogo nie zainteresowało dlaczego produkt, przy którym pracowali nie otrzymał polskiej lokalizacji? Dziwne. Tym bardziej, że seria Resident Evil cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem w Polsce i jest bardzo dobrze odbierana. Może tak duża popularność nie przekłada się jakoś specjalnie na sprzedaż w Polsce. Jak wiadomo Janusz, czy też cebula silna w narodzie i zakupy robi się przez VPN-y, bo taniej lub co gorsza sięga się po piraty, co mogło wpłynąć na decyzje Japończyków odnośnie zrezygnowania z polskiej lokalizacji. Bo skoro sprzedaż jest niska to nie warto wydawać pieniędzy na lokalizację. A kupowanie gier przez VPN-y to chwilowa oszczędność, ale musi upłynąć dużo wody zanim polskie społeczeństwo to zrozumie. Niestety nadal panuje trend, że trzeba we wszystko zagrać co wychodzi, ale funduszy na to już nie ma. I potem mamy zgrzyt typu, ale czemu nie będzie polskich napisów?

Konkluzje
Czy warto sięgnąć po RE Village? Jak najbardziej tak, chociaż czas poświęcony na rozgrywkę w moim wypadku to około 10 godzin. Czas może się różnić w zależności od tego jak kto gra. Jednak cena jaką sobie Capcom życzy za grę uważam za wygórowaną. 249 złotych to zdecydowanie zbyt dużo, bo słabo się przekłada czas spędzony w grze na złotówkę. Nie wspomnę już o cenie za wersję rozszerzoną zawierającą DLC, bo należy dodać 50 złotych więcej. Decyzje końcową o tym czy warto, każdy podejmie wedle własnego uznania. Ja od siebie polecam ten tytuł fanom marki Resident Evil.