środa, 12 sierpień
Zostaw komentarz

Sony coraz śmielej poczyna sobie na rynku gier PC. Pierwszym zwiastunem, który dał nadzieję, że firma zmieniła politykę, było wypuszczenie przez Hideo Kojime Death Stranding. Jednak pierwszym tytułem spod szyldu Sony, który trafił oficjalnie na platformę PC była gra Horizon Zero Down. Tytuł nie był jakoś porywający, przynajmniej w moim odczuciu, ot średniak, z w miarę interesującą fabułą.


Przed premierą Days Gone również krążyła opinia, że to średniak. Jednak moim zdaniem Days Gone wypada dużo lepiej pod każdym względem. Horizon Zero Dawn jak i Days Gone to gry, które są osadzone w świecie post apokaliptycznym. Z tym, że Days Gone to gra o wirusie i zombie nazwanymi przez postacie z gry Świrusami, a Horizon Zero Down to historia osadzona w dużo dalszej linii czasowej, bez zombie ale za to z dziwnymi myślącymi maszynami.

 


Zombie... czy to się nie przejadło?

Historia Days Gona to opowieść o motocykliście i jego perypetiach w zrujnowanej przez wirusa Ameryce. Deacon St. John bo tak nazywa się główny bohater, to były członek gangu motocyklistów, który przemierza świat wraz ze swoimi kompanami, a raczej tym co zostało z gangu, na swoich motocyklach. To właśnie jednoślady są głównym środkiem transportu w post apokaliptycznym świecie. Deacon, choć w pewnym sensie pogodził się ze stratą żony, to w głębi serce wierzy, że uda mu się ją odnaleźć. Świat w Days Gone to nie tylko Świrusy, chodź tych jest najwięcej. Po zagładzie, ludzkość podzieliła się na małe grupy, w grze spotkamy anarchistów, wieczystych, skoutersów, dzikie zwierzęta oraz zainfekowane zwierzęta. Są też łupieżczy czy zwykłe grupy bandytów napadające na ludzi. Ogólnie, gdzie się nie ruszymy to praktycznie zawsze ktoś lub coś chce nas zabić. Twórcy postarali się, aby zrównoważyć to co dzieje się w świecie. Za dnia praktycznie rzadko natkniemy się na świrusów, ale częściej spotkamy grupy nieprzyjaznych osób.

 


W poszukiwaniu żony

Days Gone może się pochwalić całkiem sprawnie poprowadzoną historią. Choć na początku możemy się czuć trochę skołowani ponieważ jesteśmy wrzuceni w środek akcji. I tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi. Po około dziesięciu godzinach gry nadal się zastanawiałem kto to jest i skąd go znam. Tak kiepsko przygotowane zostały aspekty poznawania napotkanych postaci w grze, na szczęście im dalej w las tym lepiej. Jednak dopiero w ostatnim obozie zostało to rozwiązane w sposób sensowny, ponieważ nie wiemy kim są te osoby i poznajemy je oraz ich historię od początku. Główny wątek jest dobrze poprowadzony, jednak przy końcu czułem się trochę jak bym oglądał brazylijski serial i czekał w napięciu co się za chwilę wydarzy. Tym bardziej, że nie ma możliwości wpływu na to co się dzieje na ekranie. Jedynie to co wykonujemy wcześniej przekłada się na same przerywniki. Całą akcja jest więc z góry zaplanowana i nie ma wyboru drogi. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy, jednak historia w Days Gone jak się już rozkręci to robi się coraz ciekawiej. Tylko początek jest taki „posklejany”.

 


Walka

W zależności jaki poziom trudności wybierzemy ten będzie decydował o wytrzymałości przeciwników. To samo tyczy się wykrywania nas przy próbie podejścia do wrogiego obozu. Grając na najwyższym poziomie trudności dość często sięgałem po broń, bo normalnie nie dało się podejść do obozu niezauważonym. Wiele fajnych akcji siadało w momencie kiedy myślałem, że jest bezpiecznie, a okazywało się inaczej. Dlatego też każdy kto spróbuje swoich sił na najwyższym poziomie niech się liczy z takimi spalonymi akcjami. Kiedy na jednym z rajdów na obóz straciłem broń białą i nie miałem czym strzelać, pozostał mi nóż, którym przez pięć minut walczyłem z jednym przeciwnikiem. Wtedy zrozumiałem, że bez odpowiedniego sprzęt nie ma sensu wypuszczać się w syf. Jeśli uda się nam załatwić sprawę po cichu to jest to bardzo satysfakcjonujące, zwłaszcza jak wkręcimy do akcji świrusy i pozwolimy, aby obie strony się powybijały a nam przyjdzie dobić tylko to, co pozostało na polu walki. Takie akcje robiłem wiele razy, bo siedząc w krzakach miałem ubaw z gości, którzy dopiero co mnie wykryli a teraz muszą się mierzyć ze Świrusami.

 

 

Motor z dykty a bak to sito

Motocykl to zdecydowanie najsłabsze ogniwo jeśli chodzi o Days Gone. Jeden celny strzał snajpera skitranego na drzewie potrafi unieruchomić nasz pojazd. I nie chodzi mi o to, że spadamy z motocykla, lecz o to, że stan jego sprawności spada do zera. Niewiele lepiej jest kiedy zamontujemy najlepsze części, bo osiemnaście procent sprawności motocykla po jednym strzale to bardzo mało. Do tego każde otarcie, zderzenie ze świrusem, czy też zeskok parę metrów niżej na motocyklu potrafi konkretnie uszkodzić maszynę. Co ciekawe potrącenie jednego świrusa jest ok, ale wjechanie z impetem w hordę okazało się najgorszym pomysłem jaki przyszedł mi do głowy.

 


Jeśli chodzi o zużycie paliwa to jest lepiej, ale wciąż słabo. Nie wiem kto wpadł na szatański pomysł aby motocykl po przejechaniu pięciuset metrów nie miał już paliwa. Owszem, kiedy już poznałem mapę, to nie był to już taki problem, bo wiedziałem gdzie są stacje benzynowe, czy też ukryte baniaki z zupą. Jeszcze lepiej było kiedy zamontowałem najlepszy bak. Ale na początku niestety trzeba się namęczyć lub znaleźć sposób na jazdę. Podczas podróżowania na początku rozgrywki zastosowałem metodę toczenia się z górki w dół bez użycia gazu, dzięki czemu nie robiłem hałasu i tak mi się wydaje, że oszczędzałem paliwo. Chociaż ręki nie dam sobie uciąć. W całej grze tylko trzy razy musiałem pchać motor, bo źle oszacowałem ilość paliwa. Częściej zwiedzałem mapę z buta bo przypadkowo utopiłem motocykl np. w jeziorze.

 

 

Hordy

W Days Gone znajduje się też system hord. Można w bardzo łatwy i kontrolowany sposób pozbyć się chmary Świrusów. Jednak wymaga to trochę praktyki i zrozumienia jak te hordy się przemieszczają. Kiedy uda się to rozpracować, żadna horda nie będzie problemem. Nawet te największe mają swój system przemieszczania się. Złota zasada mówi, aby nie dać się hordzie okrążyć z każdej strony. Czasami trzeba się ratować ucieczką, kiedy sytuacja robi się niebezpieczna i ponownie próbować swoich sił. Przed przystąpieniem do ataku na hordę warto rozejrzeć się po terenie i sprawdzić którędy najlepiej poprowadzić mięso na rzeź. Nawet na najtrudniejszym poziomie nie było to jakimś specjalnym wyzwaniem. Owszem kilka razy umarłem, bo źle obmyśliłem trasę, jednak nie było takiej hordy w grze, której bym nie rozjechał definitywnie.

 


Zakończenie fabuły to nie koniec gry

Fabuła kończy się tak zwanym happy endem, ale twórcy zrobili sobie furtkę dla kontynuacji. Żeby zobaczyć co takiego kryje się na samym końcu gry, należy ukończyć wszystkie wątki poboczne. Zakończenie, które kryło się jako ostatnia z misji dla Nero przypomniało mi inna serie gier, Resident Evila dokładnie postać Alberta Wesker-a. Tak trochę widać wzorowanie się przez Bend Studio na twórczości Capcomu. Czy to źle, nie mnie to oceniać. Czy powstanie sequel Days Gone, też ciężko powiedzieć bo wpisy twórców dają wyraźnie do zrozumienia, że chyba jednak nie będzie kontynuacji. W internecie powstała nawet petycja, którą podpisało na chwilę obecną już ponad sto tysięcy fanów. Jednak to nadal nie daje gwarancji, że Sony będzie zainteresowane kontynuacją Days Gone.

 


Podsumowanie

Kiedy zasiadałem do Days Gone nie liczyłem że tak dobrze będę się bawił. Powrót po przerwie jaką musiałem zrobić od gry, udowodnił mi że tytuł ten, to najwyższa liga. Mocna fabuła, dobrze przygotowane misje, poza tymi, które powtarzały się. Na szczęście były tak poprzeplatane, że dość długo ta powtarzalność nie była widoczna i dopiero pod koniec rozgrywki pojawił się syndrom, ale to już było. Od strony technicznej też dostałem dobrze przygotowany produkt, w odróżnieniu od Horizon Zero Down, które od strony optymalizacji kulało na premierę. Wsparcie dla szerokich ekranów, duża ilość fps, oraz świetnie przygotowany polski dubbing sprawiły że przez 55 godzin bawiłem się bardzo dobrze w Days Gone. Sony tym tytułem pokazało, że potrafi robić gry dla dorosłego gracza. Days Gone to tytuł bez nagości, bez poprawności politycznej, za to z ciekawymi postaciami, dobrze poprowadzonym scenariuszem oraz klimatem. Od siebie zdecydowanie polecę ten tytuł starszej publiczności, do której ta gra jest kierowana. I oczywiście czekam na kolejne ekskluzywne tytuły od Sony, które zawitają na platformę PC.

 

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość