środa, 12 sierpień
Zostaw komentarz

Od lat twórcy gier zapowiadają swoje produkty jako coś innowacyjnego w branży. Jednak nauczyłem się, że dość często obietnice te są przesadzone, a czasami wręcz otrzymujemy produkt, który nie ma nic wspólnego z tym co zostało zapowiedziane przed premierą. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o „A way out” i o tym, że gra będzie oferowała pełną współpracę między graczami, nie bardzo chciałem w to wierzyć. Jednak kiedy tytuł pojawił się na moim ekranie i na liczniku miałem tylko godzinę zabawy wiedziałem, że obietnice zostały w 100% spełnione i nie były tylko kolejną złotą mową.

 


Technicznie rzecz biorąc

Zacznijmy od aspektów technicznych, ponieważ w nich tkwi część siły gry „A way out”. Sama gra bazuje na silniku Unreal Engine 4. Graficznie nie ma przepychu, nie ma próby stworzenia fotorealistycznego świata, za to mamy ładną grafikę, która zawstydziła by niejeden nowy tytuł. Dźwiękom wydobywającym się z głośników nie ma co zarzucić, jedynie można się przyczepić do wyciszania kwestii dialogowych, kiedy obaj bohaterowie rozpoczną takie. I o ile w trybie online druga osoba nadal dobrze słyszy dialog swojego bohatera, tak w rozgrywce lokalnej przeszkadza to. Natomiast jeśli chodzi o kod sieciowy to jest to majstersztyk. Wszystko co widzi pierwszy gracz pokrywa się z tym co widzi drugi gracz, mimo podzielonego ekranu, bo tak wygląda większość rozgrywki. Jest to znany system, który od lat jest wykorzystywany w grach konsolowych. Jedynie do czego można się doczepić, to brak wyszukiwarki sieciowej do znalezienia partnera online. W tą grę można grać tylko ze znajomymi, bo gra nie ma wbudowanego AI drugiego gracza, co ma sens i ma odniesienie w wątku fabularnym. Słowo optymalizacja to dobrze dobrane słowo, ponieważ tylko raz licznik fps pokazał mniej niż 60 klatek w jednej ze scen. Możliwe, że było to spowodowane doczytywaniem danych lub synchronizacją z drugim graczem, bo sama gra nie posiada dedykowanych serwerów. W rozgrywce online to jeden z graczy jest hostem, dzięki czemu nie uświadczymy wyłączania i uśmiercania produktu jak to dzieje się czasami z innymi produktami.

 


Bracia Be

Fabuła gry rozpoczyna się w więzieniu, gdzie jeden z bohaterów już się w nim znajduje, natomiast drugi właśnie do niego trafia. Ich drogi schodzą się w momencie bójki na spacerniaku. I w tym momencie skończę opisywać szczegółowo fabułę, bo mimo zastosowanych w niej pewnych oklepanych i znanych rozwiązań, to wciąż jest dobra historia i trzeba to przeżyć samemu. W trakcie rozgrywki krok po kroku twórcy ujawniają dlaczego bohaterowie trafiali do więzienia oraz w późniejszym etapie odsłaniają wszystkie karty związane z tym co jak i dlaczego. W samej grze wielokrotnie spotykamy się z momentami gdzie będziemy musieli wspólnie ze kolegą zadecydować, którą drogą chcemy iść lub co w danym momencie zrobić. Musicie być jednogłośni jeśli chodzi o wybór, bo inaczej nie ruszycie dalej. Spokojnie, jeśli chcielibyście sprawdzić co by było gdybyście wybrali drugi wariant, to zawsze możecie wrócić do danego rozdziału lub zagrać ponownie zamieniając się bohaterami. Podczas całej gry napotykamy się na różne mini gierki, od rzucania lotkami, granie na starym automacie, po robienie stójki na wózku inwalidzkim, tak tak dobrze czytacie. Twórcy zadbali o to, aby gierki się nie powtarzały, a za ukończenie niektórych z nich lub uzyskanie odpowiedniego wyniku otrzymacie nagrodę w postaci osiągnięcia lub jak kto woli acziwmentu.

 


Mózg na ścianie

Tak jak pisałem na początku, to co zostało zapowiedziane zostało umieszczone w grze kooperacyjnej „A way out” i dobrze się sprawdza. Sama gra potrafi także dobrze graczy zmanipulować, tak to właściwe słowo jeśli chodzi o to co się w tej grze dzieje. O ile pewne aspekty fabuły mogą już wcześniej zdradzać co się wydarzy później, tak większość z Was nie będzie przygotowana na pewny bardzo dziwny zwrot wydarzeń. Oczywiście nie wszystko w grze jest idealne bo zdarzają się pewne glitche czy nieścisłości związane z samą rozgrywką, np. pozostawiony pistolet na stole, w kolejnej scence pojawia się przy jednym z bohaterów. Tak samo jest z jednym z poziomów, który nie pasuje do całokształtu gry i odniosłem wrażenie, że twórcy albo nie wiedzieli jak to rozwiązać albo zabrakło czasu na pociągnięcie odpowiednio fabuły. A szkoda, bo cała gra to produkt, z którym wcześniej nie miałem styczności, a który na pewno zasługuje na wydanie tych 100 złotych, bo przy tym tytule naprawdę można się dobrze bawić.

 

 

Ja od siebie mogę Wam ten produkt polecić, tylko pamiętajcie, że aby zagrać online potrzebujecie znajomego, który też posiada ten tytuł. Jeśli go nie ma, a zostanie przez Was zaproszony będzie miał udostępniony tylko kawałek gry. Jednak zawsze możecie spotkać się wspólnie, zagrać na jednym komputerze lub konsoli i dobrze się przy tym bawić.

 

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość